|
|
 |
Pozostałe

Przeżyjesz za 1/3 swojej pensji? Interia, 13-04-2005, Dariusz StyczekJak tu spokojnie myśleć o starości, skoro sam ZUS alarmuje, że za kilka lat mogą pojawić się problemy z uzyskaniem naprawdę przyzwoitej emerytury? Jeśli zatem nie warto inwestować w ZUS, to w co? Jaka będzie emerytura dzisiejszych młodych pracowników?
 Grozi nam, że za kilka lat emerytury będą mniejsze, niż się tego spodziewamy. - Wpływów do ZUS jest coraz mniej, a wydatków coraz więcej - alarmuje Przemysław Przybylski, rzecznik prasowy ZUS. Dzieje się tak, ponieważ średnia długość życia wzrasta, więc emeryci pobierają świadczenia dłużej niż kiedyś. Ponadto w ciągu dwóch lat z Polski wyemigrowało 500 tys. osób, które powinny pracować tu i tu płacić podatki oraz składki ubezpieczeniowe.
Niebezpieczny dla przyszłych emerytur z ZUS jest odpływ pracowników w samozatrudnienie, a także niski przyrost naturalny.
- Według naszych szacunków w 2050 roku emerytów może być dwa razy więcej niż dziś, a pracujących na tych emerytów o jedną czwartą mniej - twierdzi Przybylski. Przyjmując jednak wariant optymistyczny - że za kilka czy kilkadziesiąt lat państwo wciąż będzie nam gwarantowało świadczenia emerytalne - i tak otrzymamy najwyżej 1/3 swych dotychczasowych dochodów. Czy będzie można za taką kwotę przeżyć?
Choć coraz więcej z nas myśli o swojej przyszłości, to zaledwie 17 proc. Polaków deklaruje, że chciałoby dodatkowo oszczędzać z myślą o zabezpieczeniu się na starość. Ale tylko 5 proc. z nas już teraz regularnie odkłada na ten cel pieniądze (według Instytutu Badań Opinii i Rynku Pentor).
Czy jedynym powodem jest kiepska sytuacja materialna Polaków? Według prof. Marka Góry z SGH, współtwórcy reformy emerytalnej, równie ważna jest inna przyczyna: - Jedna trzecia Polaków nie potrafi wskazać najbardziej opłacalnego lub najbezpieczniejszego sposobu lokowania pieniędzy. Nie mam wątpliwości, że jest to wynik braku elementarnej wiedzy z zakresu zarządzania finansami osobistymi - twierdzi profesor. Ta niewiedza może nas drogo kosztować - przestrzega. - Jeśli chcemy mieć godną starość, to sami musimy o to zadbać. Przykład średniaka
 Im wcześniej zaczniemy odkładać, tym mniejsze poniesiemy wyrzeczenia. Przeanalizujmy to na przykładzie. Zarabiamy 2700 zł netto, pracujemy od 8 lat. Za 35 lat przejdziemy na emeryturę. Wtedy nasza ostatnia pensja powinna wynieść około 5800 zł, a wówczas "państwowa emerytura" to 2300 zł.
Dwa filary emerytalne (ZUS i OFE) trzeba wesprzeć dodatkowym zabezpieczeniem, także dlatego, że ani ZUS, ani OFE nie są skonstruowane optymalnie z punktu widzenia długoterminowego oszczędzania. W ZUS, do którego co miesiąc trafia ponad 11 proc. pensji, składki procentują w symbolicznym tempie. Wskaźnik ich waloryzacji wynosi 3/4 wzrostu płac w gospodarce (ostatnio około 2 proc. rocznie). Nasze pieniądze w ZUS nie są odkładane na nasze konta, ale wypłacane są z nich pieniądze dla dzisiejszych rencistów i emerytów.
Gdyby państwo pozwoliło nam samodzielnie inwestować środki przymusowo trafiające do ZUS i OFE, oszczędzilibyśmy trzy razy więcej na emeryturę. Młoda osoba dziś zarabiająca 2 tys. zł brutto i pracująca zawodowo jeszcze przez 42 lata zbierze w dwóch obowiązkowych filarach około 650 tys. złotych.
Gdyby te same pieniądze zainwestowała samodzielnie, mogłaby liczyć na 1,9 mln zł.
Ile już dziś powinna oszczędzać miesięcznie, by za 35 lat przejść na spokojną emeryturę? Wiele zależy od tego, gdzie będzie odkładać. Jeśli zdecyduje się na lokowanie pieniędzy w banku, wówczas musiałaby odkładać prawie 2 tys. zł miesięcznie. Sytuacja bez wyjścia? Nie. Trzeba się jednak rozejrzeć za innymi sposobami inwestowania.
Do wyboru są zasadniczo trzy: fundusze inwestycyjne, nieruchomości i polisy na życie z funduszem inwestycyjnym. Fundusze zamiast lokaty
 Lepiej samemu zbierać na swoją emeryturę
 - Trzeba raz na zawsze zapomnieć o oszczędzaniu na lokatach bankowych, niezależnie, czy są to konta złotówkowe, czy walutowe - radzi Maciej Kossowski z Expandera, firmy doradztwa finansowego. Potwierdza tę opinię Karol Wilczko z Open Finance.
Nawet jeśli oprocentowanie roczne sięgać będzie 3-4 proc., lokaty i tak są marną inwestycją, bo z biegiem lat banki będą płacić coraz mniejsze odsetki, odjąć też trzeba 19 proc. na "podatek Belki" (od zysków kapitałowych). - Lokaty wchodzą w grę, ale tylko wtedy, gdy już jesteśmy bardzo blisko emerytury i zależy nam głównie na ochronie zgromadzonych pieniędzy przed deprecjacją - uważa Kossowski.
Obecnie 2/3 oszczędzających Polaków trzyma pieniądze na bankowym koncie, a tylko 1/3 z nich w funduszach inwestycyjnych i akcjach, ale z roku na rok te proporcje będą się zmieniać. Aż do kompletnego odwrócenia się na korzyść funduszy, tak jak na Zachodzie.
Każdy z ekspertów, z którymi rozmawiał "Ozon", na pierwszym miejscu jako sposób oszczędzania na starość wymienia fundusze inwestycyjne. Powód jest prosty - kupując jednostki uczestnictwa funduszy agresywnych, tj. inwestujących głównie w akcje spółek, możemy liczyć na 8-10-proc. zarobek w skali roku (do tej pory fundusze średnio dawały 12-proc. zysk). Jest to ponad dwa razy więcej, niż przynosi lokata bankowa. Mniej ryzykowne fundusze, np. długoletnie obligacyjne, zapewnią przez długie lata co najmniej 5-proc. rentowność.
- Fundusze znakomicie nadają się do systematycznego oszczędzania, co miesiąc można dokupywać kolejne jednostki. Ponadto, dopóki ich nie sprzedamy, unikamy "podatku Belki" - mówi Karol Wilczko.
Dylemat, przed jakim stoją przyszli emeryci, sprowadza się tu do jednego - czy inwestować samodzielnie (kupując jednostki uczestnictwa funduszy w okienkach bankowych) czy też oddać sprawy w ręce wyspecjalizowanych banków lub doradców finansowych z instytucji typu Expander lub Open Finance. Lecz za zbudowanie portfela i zarządzanie nim specjaliści pobierają roczną prowizję wynoszącą ok. 4 proc. Robiąc to samemu, oszczędzamy, ale wtedy musimy na bieżąco śledzić notowania jednostek. Nieruchomości na lata
 Prawdziwym bestsellerem inwestycyjnym stały się nieruchomości. Jak wyliczył Maciej Kossowski z Expandera, roczna stopa zwrotu z nieruchomości, zwłaszcza jeśli jest to mieszkanie na wynajem, może wynieść nawet 15-20 proc. rocznie. I przez najbliższe 20 lat sytuacja się nie zmieni. - A to oznacza, że jest to inwestycja lepsza niż fundusze, giełda lub polisy ubezpieczeniowe - twierdzi Kossowski.
Aleksander Jankowski, wicedyrektor Departamentu Produktów Instytucjonalnych w Skarbiec TFI, odpowiedzialny za fundusz inwestujący w nieruchomości, podpowiada, że w nieruchomości warto inwestować dopóki ceny na polskim rynku nie zbliżą się do obowiązujących na rynkach państw "starej" Unii.
- A to może potrwać jeszcze długie lata - uspokaja. Ale jednocześnie ekspert Skarbca ostrzega: nie kupujmy byle czego w kiepskiej lokalizacji i na rynku, którego nie znamy, bo może się okazać, że zamiast zysku poniesiemy straty. Ostrzega też, by z rezerwą podchodzić do zakupu działek budowlanych, gdyż inwestowanie w taką nieruchomość jest ryzykowne i czasami nie przynosi przez lata żadnego dochodu.
- Zarobimy nawet 10-krotnie, jeśli działka za parę lat znajdzie się przy autostradzie lub w innym atrakcyjnym inwestycyjnie miejscu, ale przecież nie zawsze tak się dzieje - ostrzega Aleksander Jankowski.
Inwestycjom w nieruchomości sprzyjają tanie kredyty hipoteczne. Jak wylicza Karol Wilczko, nieruchomość warta 250 tys. zł, jeśli jej wartość będzie rosła co najmniej 6 proc. rocznie, zwróci się po siedmiu latach.
- Warto inwestować w nieruchomości, zaciągając długoletni kredyt hipoteczny. Banki dają nawet 100 proc. kapitału na zakup, i to bez większych problemów, a do tego jest to najtańszy pieniądz na rynku, bo odsetki we frankach szwajcarskich wynoszą nawet mniej niż 3 proc. w skali roku - zachęca ekspert z Open Finance.
Zgadza się z nim Jankowski: - Dopóki jest olbrzymia przewaga popytu nad podażą, inwestujmy w nieruchomości, takie, które i za 30 lat będą coś warte, nie może to być kawalerka w bloku z wielkiej płyty na peryferiach miasta. Sposoby dla bogatych
 Im ktoś jest zamożniejszy, tym ma większe możliwości pomnażana swoich pieniędzy. Każdy bank komercyjny oferuje takim osobom usługi asset management, czyli zarządzania aktywami lub usługi bankowości prywatnej.
Lecz aby z niej skorzystać, trzeba dysponować kwotą kilkuset tysięcy złotych (co najmniej 500 tys. zł w BRE Banku). W bankowości prywatnej każdy klient trafia pod opiekę swojego doradcy, z pomocą którego klient buduje własny portfel inwestycyjny. Mogą się na niego składać niemal wszystkie instrumenty finansowe dostępne na rynku. Zazwyczaj są to fundusze inwestycyjne otwarte i zamknięte, akcje, obligacje polskie i zagraniczne.
Jeśli klient wybierze formułę agresywnego inwestowania, czyli w portfel akcji, to może uzyskać nawet 30 proc. rocznego zysku.
- Zwykle jednak klienci zamożni oczekują rentowności na średnim rocznym poziomie 8 proc. i odpowiednio ograniczonego ryzyka. Choć nie jest to wynik z kategorii fajerwerków, staramy się, by klient osiągał założony zysk niezależnie od hossy czy bessy na giełdzie - mówi Adam Dakowicz, wicedyrektor departamentu Private Banking BRE Banku.
Na szczęście nie trzeba być krezusem, aby odkładać na godziwą emeryturę. Nigdy też na jej powiększenie nie jest za późno. Ale im wcześniej, tym lepiej. Gdybyśmy zaczęli oszczędzać w chwili rozpoczęcia pracy, czyli mając 23 lata, wystarczyłoby odkładać co miesiąc 60 zł, a emerytura wyniosłaby ok. 3 tys. zł. To pokazuje, jak ważna jest nie tylko kwota oszczędności, ale i czas odkładania pieniędzy.
Niestety, badania wykazują, że wciąż niewielu z nas myśli o bezpiecznej starości. Lecz za trzy lata, kiedy zaczną być wypłacane pierwsze emerytury z OFE, na jaw wyjdą wszystkie niedociągnięcia polskiej reformy emerytalnej. I może wtedy rozpocznie się rzetelna publiczna debata, skłaniająca wszystkich do gorzkiej refleksji.
|