|
|
 |
Pozostałe

Podatek Belki - Gazeta Prawna Gazeta Gospodarcza Nr 32 (888) 02-2003, Monika KrześniakPodatek Belki po roku
Przez ostatni rok od zysku z każdej ulokowanej w banku złotówki musieliśmy zapłacić 20-procentowy podatek. W momencie jego wprowadzania rozpętała się prawdziwa burza protestów. Dziś wiele osób przyzwyczaiło się do nowej daniny, inni usiłują tak zainwestować pieniądze, aby nie dzielić się zyskiem z fiskusem.
 |  |
Oszczędności gospodarstw domowych (w mld zł)
Po roku działania podatku od dochodów odsetkowych, tak jak w chwili jego wprowadzania, ma on swoich zwolenników i przeciwników – pierwsi twierdzą, że przyspieszył proces dojrzewania rynku finansowego i wymusił efektywniejsze sposoby lokowania kapitału, inni, że zniechęcił ludzi do oszczędzania.
Bilans okresu działania tzw. podatku Belki to 800 mln zł wpływów do budżetu, zmniejszenie oszczędności bankowych o ponad 8 mld zł i kilkumiliardowy wzrost aktywów funduszy inwestycyjnych.
Podatek został wprowadzony 21 listopada 2001 r., trzeba go płacić od inwestycji dokonanych po 1 grudnia 2001 r., ale zaczął być pobierany cztery miesiące później.
W tym czasie mieliśmy dwie gorączki antypodatkowe, podczas których kilkanaście miliardów złotych przepływało wewnątrz sektora bankowego z lokat krótkoterminowych na depozyty o dłuższym terminie zapadalności i na rachunki bieżące, a kilka miliardów złotych trafiło na rachunki funduszy inwestycyjnych. Furorę zrobiły wszystkie oferty, których głównym atutem była ucieczka przed fiskusem, a instytucjom, które były największymi przeciwnikami podatku udało się na nim nieźle zarobić.
 |  |
Prawdziwymi wygranymi są fundusze inwestycyjne, które zebrały w zeszłym roku 10 mld zł i niemal dwukrotnie zwiększyły wartość aktywów. Budżet zarobił prawie połowę mniej niż prognozowano. Według założeń dochód z tytułu podatku od zysków odsetkowych miał wynieść 1,4 mld zł, tymczasem do państwowej kiesy wpłynęło 800 mln zł.
– Trudno dostrzegać dobre strony we wprowadzaniu kolejnych podatków, bo zawsze w sferze publicznej pieniądze są rozporządzane mniej efektywnie niż w sektorze prywatnym. Wprawdzie pozytywnym skutkiem była zmiana struktury oszczędności, ale podatek Belki jedynie przyspieszył proces, który i tak by nastąpił, bo we wszystkich krajach rozwijających się następuje przemieszczanie środków z banków do funduszy inwestycyjnych – mówi Maciej Reluga, ekonomista BZ WBK.
Sam autor podatku, były minister finansów Marek Belka, jest zadowolony ze swojej decyzji i twierdzi, że podatek od zysków kapitałowych, który obowiązuje we wszystkich dojrzałych gospodarkach, z punktu widzenia sektora bankowego jest neutralny i ma ograniczony wpływ na bieżące zachowania. Zdaniem byłego ministra finansów związek między stopami procentowymi a wielkością i dynamiką depozytów bankowych występuje tylko w krótkim okresie, bo o skłonności do oszczędzania w dłuższej perspektywie decydują przede wszystkim czynniki dochodowe. Zdaniem byłego szefa resortu finansów wprowadzenie podatku od zysków z lokat przy nadpłynności sektora bankowego i niskim zapotrzebowaniu na kredyty nastąpiło w optymalnym momencie.
Kiedy Marka Belkę zastąpił na fotelu ministra finansów Grzegorz Kołodko, rozgorzała dyskusja na temat rezygnacji lub zawieszenia podatku od dochodów odsetkowych. Resort nie tylko nie zrezygnował jednak z dodatkowych dochodów, ale wysunął nawet pomysł opodatkowania zysków osiąganych na giełdzie. Według zapowiedzi resortu podatek zacznie obowiązywać od początku przyszłego roku. Na razie nie ma ostatecznej decyzji, choć przeciw zakusom fiskusa na zyski osiągane na giełdowym parkiecie głośno protestują niemal wszyscy przedstawiciele rynku kapitałowego.
 |
 |
Zmiana struktury oszczędności
Paradoksalnie podatek od zysków odsetkowych i spadające oprocentowanie lokat bankowych przyczyniły się do efektywniejszego inwestowania. W konsekwencji nowy podatek zmienił strukturę depozytów bankowych i zapoczątkował zmianę rozmieszczenia oszczędności gospodarstw domowych.
Pod koniec 2001 r. nastąpiło przesuwanie środków z lokat krótkoterminowych na długoterminowe depozyty, a podczas drugiej akcji ucieczki przed fiskusem w ostatnich miesiącach zeszłego roku pieniądze zaczęły płynąć z lokat do funduszy inwestycyjnych, przy czym część wycofywanych kwot banki zatrzymały, emitując obligacje.
W 2002 r. depozyty bankowe stopniały o 8,3 mld zł, choć, jak zgodnie przyznają eksperci, przyczyną malejących oszczędności był nie tylko podatek od zysków z lokat, ale przede wszystkim spadające oprocentowanie i niskie dochody ludności. Ta tendencja uwidoczniła się już w IV kwartale 2001 r., a więc tuż po wprowadzeniu podatku, a w ciągu kolejnych kwartałów pogłębiała się.
Pierwszą reakcją na nowy podatek był wzrost wartości depozytów bieżących i depozytów o terminie wymagalności powyżej 2 lat. Gdzie popłynął strumień oszczędności? Klienci banków, którzy w ucieczce przed fiskusem dali się skusić atrakcyjnym antypodatkowym ofertom, likwidowali krótkoterminowe lokaty i wpłacali pieniądze na długoterminowe depozyty. W rezultacie w IV kwartale 2001 r. udział środków zdeponowanych na okres od 1 do 2 lat wzrósł z 0,7 proc. do 3,8 proc., a lokaty zdeponowane na dłużej niż dwa lata z 2,4 proc. do 8,6 proc.
Efektem uciekania od lokat o krótkim terminie zapadalności był także wzrost środków na rachunkach bieżących. W grudniu 2001 r., tuż po wprowadzeniu podatku, na rachunkach bieżących gospodarstw domowych skokowo przybyło ponad 4 mld zł, wartość depozytów bieżących w listopadzie ub.r. wyniosła 40 mld zł, a w grudniu już 44 mld zł. W ciągu minionego roku środki na rachunkach bieżących systematycznie wzrastały. Na koniec 2002 r. ich wartość wyniosła 49,5 mld zł, ale nigdy nie odnotowano tak dużego skokowego przyrostu jak tuż po wprowadzeniu podatku od zysków z lokat.
W grudniu 2001 r., kiedy wprowadzano podatek od oszczędności, średnie oprocentowanie lokaty 1-miesięcznej wynosiło 7,7 proc, 3-miesięcznej – 7,4 proc., a lokaty 12-miesięczne miały oprocentowanie w wysokości 8 proc., a w grudniu 2002 roku te same pieniądze ulokowane w banku na miesiąc dawały w skali roku 4 proc., lokata 3-miesięczna 3,9 proc., a depozyt roczny 4,6 proc. Jak widać, w ciągu roku oprocentowanie spadło o połowę, a dodatkowo fiskus zabierał 1/5 zysku. Czy podatek od zysków z lokat rzeczywiście zdecydował o tym, że oszczędzanie w bankach przestało się opłacać? Alarm, jaki podniosły banki, które wcześniej bez żadnych oporów obniżały oprocentowanie lokat, brzmiał co najmniej nieszczerze.
Nałożenie 20-procentowego podatku na zyski z lokat w momencie, gdy średnie oprocentowanie 3-miesięcznej lokaty wynosiło 7,4 proc., dla kieszeni oszczędzającego oznaczało to samo co obniżka oprocentowania o 1,48 pkt. procentowego. Dziś jeśli weźmiemy średnie oprocentowanie 3-miesięcznego depozytu, które wynosi ok. 4,4 proc., zapłacenie podatku przekłada się na obniżkę oprocentowania o niecały punkt procentowy (dokładnie 0,88 proc.).
Tak naprawdę trudno oszacować, w jakim stopniu podatek przyczynił się do obniżenia skłonności do oszczędzania.
Podatek a skłonność do oszczędzania
Statystyki NBP nie pozwalają odpowiedzieć na pytanie, w jakim stopniu spadek depozytów w sektorze bankowym był związany ze spadkiem skłonności do oszczędzania, a na ile był skutkiem zmiany struktury oszczędzania. Natomiast analiza danych obrazujących dochody, płace i konsumpcję w sektorze prywatnym sugeruje, że wzrost konsumpcji był finansowany z oszczędności. Zmniejszenie skłonności do oszczędzania było więc wynikiem zarówno wprowadzenia podatku Belki, jak i trudnej sytuacji gospodarczej, wysokiego bezrobocia i spadku oprocentowania lokat bankowych – mówi Maciej Reluga.
Skłonność do oszczędzania spadła przede wszystkim dlatego, że bardzo wyraźnie obniżono stopy procentowe. Wprowadzenie podatku od odsetek z oszczędności miało znaczenie drugorzędne. Kiedy te dwa czynniki nałożyły się na siebie, okazało się, że oszczędzanie w bankach staje się coraz mniej opłacalne. Podatek Belki miał pozytywny efekt – spowodował większe zainteresowanie alternatywnymi sposobami lokowania wolnych środków – funduszami, giełdą, obligacjami. Nastąpiła dywersyfikacja portfela inwestycyjnego Polaków. Skorzystały na tym przede wszystkim fundusze inwestycyjne, do których zaczęły napływać środki uwolnione z lokat. Struktura oszczędności będzie ewoluować i upodabniać się do tej, która występuje w rozwiniętych państwach europejskich i Stanach Zjednoczonych, gdzie w bankach jest ulokowanych około 30 proc. oszczędności, a około 70 proc. w pozabankowych instrumentach inwestycyjnych – mówi Marek Zuber, analityk finansowy.
Zdaniem ekspertów, banki w Polsce są traktowane jako instytucje, które oprócz udzielania kredytów służą do lokowania środków i oszczędzania. W przyszłości ich rola się zmieni. Będą to instytucje obsługujące bieżące płatności, regulujące zobowiązania, natomiast oszczędzać będziemy gdzie indziej i w innej formie.
Opodatkowanie zysków kapitałowych wprowadziła znowelizowana 21 listopada 2001 r. ustawa o podatku dochodowym od osób fizycznych. Dwudziestoprocentowy, zryczałtowany podatek dotyczył m.in. zysków z lokat bankowych, odsetek i dyskonta od obligacji, dochodów z udziałów w funduszach inwestycyjnych i kapitałowych.
Jednocześnie zostało utrzymane w mocy zwolnienie podatkowe od niektórych przychodów kapitałowych, zgodnie z którym od 1 stycznia 2001 r. do 31 grudnia 2003 r. zwolnione od podatku dochodowego są m.in. dochody z odpłatnego zbycia papierów wartościowych dopuszczonych do publicznego obrotu papierami wartościowymi, nabytych na podstawie publicznej oferty lub na giełdzie papierów wartościowych albo w regulowanym pozagiełdowym wtórnym obrocie publicznym.
Podatek zaczął być naliczany od 1 marca ubiegłego roku, ale obejmuje inwestycje, wpłaty i depozyty zgromadzone po 1 grudnia 2001 r.
Trzeba obiektywnie przyznać, że jest to jeden z najprościej skonstruowanych podatków, łatwy w poborze i nie komplikujący życia podatnikom. Odlicza się go przy wypłacie środków i zajmują się tym płatnicy, czyli banki, fundusze inwestycyjne, biura maklerskie. Zysków z odsetek i naliczonego od nich podatku nie musimy uwzględniać ani wpisywać w zeznaniu rocznym. Pojawiały się pomysły, żeby wzorem wielu krajów europejskich ustalić próg zysków kapitałowych, poniżej którego podatek nie będzie pobierany, bo w takiej sytuacji nie uderzałby w najbiedniejszych, którzy inwestują drobne kwoty. To rozwiązanie zostało odrzucone, właśnie dlatego że zdaniem jego przeciwników komplikowałoby system naliczania i poboru.
 |
 |
Antypodatkowa gorączka w dwóch nawrotach
Kiedy w listopadzie 2001 r. dowiedzieliśmy się, że od i tak topniejących odsetek bankowych trzeba będzie zapłacić 20 proc. podatku, zaczęła się masowa ucieczka depozytów przed fiskusem. Przed 1 grudnia 2001 r., czyli przed dniem, od kiedy podatek zaczął obowiązywać, w bankach ustawiały się gigantyczne kolejki osób, dla których niezapłacenie podatku od odsetek oznaczało wyższy zysk. Według szacunków na takie lokaty trafiło od 11 do 15 mln zł.
Rzeczywistość pokazała, że nie dla wszystkich ucieczka przed fiskusem była dobrym interesem. W niektórych przypadkach banki tak często obniżały oprocentowanie lokat antypodatkowych, że oszczędzający dostali mniej, niż gdyby wpłacili pieniądze na zwykłą lokatę i zapłacili podatek od odsetek.
Rok później pieniądze uwolnione z rocznych depozytów trafiały z powrotem do kieszeni oszczędzających i o te środki zaczęły rywalizować banki i fundusze inwestycyjne. Po raz drugi rynek finansowy ogarnęła antypodatkowa gorączka.
Ponieważ wprowadzony pod koniec 2001 r. podatek od dochodów kapitałowych nie obejmował zysków giełdowych, banki i fundusze inwestycyjne znalazły furtki, które pozwoliły skonstruować takie instrumenty, które pozwolą nie płacić podatku. Marketingowym i rynkowym hitem okazały się obligacje bankowe i certyfikaty zamkniętych funduszy inwestycyjnych. O ile stopa zwrotu ze środków ulokowanych w certyfikatach zamkniętych funduszach znana będzie dopiero po zakończenie inwestycji, o tyle rentowność obligacji bankowych znana jest w momencie ich kupowania. Gdyby osoby, które zdecydowały się na zakup tych papierów, zadały sobie trud policzenia ich rentowności i porównania jej z innymi instrumentami, okazałoby się, że nie zrobiły dobrego interesu. Oprocentowanie bankowych obligacji (szczególnie pierwszych serii) było często niższe od kuponów obligacji skarbowych pomniejszonych o należny podatek.
Szacuje się, że trzy banki – BZ WBK, Bank Pekao i Bank Millennium – pozyskały w ten sposób ponad 2 mld zł. Obecnie oferowane są kolejne serie, a wartość programów emisji wynosi 4,5 mld zł.
Aktywa funduszy inwestycyjnych zwiększyły się o 10 mld zł, prawie 8 mld zł wpłynęło w drugim półroczu, w tym ponad miliard wpłacono do antypodatkowych funduszy oferujących certyfikaty inwestycyjne.
W strukturze funduszy dominuje udział funduszy bezpiecznych, w których ulokowano około 80 proc. aktywów. Klienci zachęceni ubiegłorocznymi wynikami funduszy obligacyjnych i pieniężnych liczą na podobne zyski w tym roku, choć eksperci są zgodni co do tego, że papiery dłużne nie dadzą tak dobrych wyników. Zarządzający stawiają na akcje, ale agresywne fundusze nie wracają do łask przeciętnych ciułaczy.
Budżet zarobił niewiele
Podatek od zysków kapitałowych miał przynieść budżetowi 1,4 mld zł, ale okazało się, że wpływy z tego tytułu były dużo niższe i wyniosły 800,838 mln zł. Najskromniejsze były w pierwszych miesiącach, w kolejnych zaczęły przekraczać 100 mln zł.
Rekordowo niskie wpływy były w marcu, pierwszym miesiącu pobierania podatku, w którym wpłynęło zaledwie 23 mln zł, w kwietniu było to 58,8 mln zł, ale już w czerwcu fiskus zarobił 102 mln zł.
Sam pomysłodawca podatku, Marek Belka, uważa, że w tym roku wpływy z tego tytułu będę wyższe niż w poprzednim i wyniosą ok. 1,2 –1,4 mld zł.
W strukturze sprzedaży obligacji skarbowych detaliści obejmują około 10 proc. całej oferty.
Podatek od dochodów kapitałowych dotyczy również zysków osiągniętych z obligacji skarbowych, w związku z czym przynajmniej teoretyczne trochę trudniej jest finansować zadłużenie budżetu przez sprzedaż obligacji skarbowych inwestorom indywidualnym. Konieczność zapłacenia 20-procentowego podatku z osiągniętych w ten sposób zysków obniża opłacalność tych inwestycji. Z drugiej strony, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że oszczędności, które zostały powierzone funduszom inwestycyjnych, najchętniej są lokowane w fundusze obligacyjne, to – biorąc pod uwagę słabo rozwinięty rynek obligacji korporacyjnych – siłą rzeczy nasze oszczędności finansują dług publiczny. Monika Krześniak Opinie
 *** Robert Gwiazdowski,
ekspert z Centrum im. Adama Smitha
Generalnie uważam, że zyski z lokat bankowych powinny być opodatkowane, ale nie w taki sposób, jaki miał miejsce, i nie w takim systemie. Moim zdaniem sposób opodatkowania odsetek z lokat był sprzeczny z konstytucją, ponieważ nie powinno być tak, że zyski z niektórych lokat są objęte podatkiem, a z innych nie. Tryb wprowadzenia tego podatku spowodował, że osoby bogate, mające spore oszczędności, już w listopadzie 2001 roku mogły założyć długoterminowe lokaty i nie płacić od nich podatku, a ktoś, kto zarobił pieniądze później i zdeponował je na lokacie po 1 grudnia 2001 r., musi płacić, i to według wysokiej 20-procentowej stawki. Tryb wprowadzenia podatku był przejawem nasilającej się wojny między państwem a podatnikiem. Uważam, że podatki powinny być neutralne dla gospodarki i nie widzę powodu, dla którego zyski z kapitału miałyby być nie opodatkowane. Nie może jednak być tak, że sięga się do kieszeni podatnika, naruszając zasadę konstytucyjnej równości i sprawiedliwości. Wszystkie dochody, bez względu na to czy pochodzą z giełdy, lokat bankowych czy z handlu pietruszką, powinny być objęte jedną liniową stawką podatku. Nakładając kolejny podatek, zwiększono fiskalizm państwa, podejmując brutalne działania, które nie przyniosły nawet zakładanych wcześniej dochodów do budżetu. W efekcie głównym beneficjentem decyzji o opodatkowaniu zysków z lokat był nie Skarb Państwa, ale banki i towarzystwa funduszy inwestycyjnych. Trzeba przy tym pamiętać, że ludzie generalnie płacą coraz wyższe podatki i ponoszą coraz większy koszt codziennego życia, w związku z tym ich skłonność do oszczędzania maleje, ponieważ nie mają wolnych środków.
*** Rafał Antczak
Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych CASE
Rezultat działania podatku jest ujemny. Głównym celem wprowadzenia opodatkowania zysków z lokat miało być – jak tłumaczył prof. Belka – nie zwiększenie dochodów budżetowych, ale dywersyfikacja portfela inwestycyjnego gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. Tymczasem nastąpił odpływ oszczędności z banków, a powstały ubytek nie został zrównoważony napływem środków do innych segmentów sektora finansowego. Choć statystyki nie pozwalają dokładnie wyliczyć tych wielkości, to wiadomo, że część tych pieniędzy została wyjęta z banków i skonsumowana.
Wzrost konsumpcji spowodował utrzymanie tempa wzrostu PKB, natomiast banki straciły znaczne środki finansowe i możliwość kreacji kredytu, a dochody budżetowe były mniejsze od planowanych.
Podsumowując, podatek okazał się niewypałem, choć sama idea opodatkowania sektora finansowego jest słuszna, ale pod warunkiem że obejmie wszystkie segmenty rynku, łącznie z giełdą i zostanie wprowadzona w okresie znaczącego wzrostu gospodarczego, a nie stagnacji.
Podatki powinno się wprowadzać w sposób, który nie wyróżnia żadnego segmentu gospodarczego. W Polsce konstruuje się je w sposób, który ma na celu kreowanie jakiejś polityki, a takie działanie z reguły ma tragiczne konsekwencje. Podatki powinny mieć charakter neutralny, być jednakowe dla wszystkich sektorów rynku, zarówno jeśli chodzi o obciążenia, jak i o samą konstrukcję. Podatek od zysków z lokat zaserwowany nam przez koalicję SLD-PSL wpisał się w ciąg wzrostu fiskalizmu.
|