- W tym roku zainteresowanie IKE jest zauważalnie mniejsze. Od stycznia podpisaliśmy kilkaset umów. Sądzę jednak, że pod koniec tego roku nastąpi wzrost liczby otwieranych kont emerytalnych - mówi Krzysztof Stupnicki, prezes AIG TFI.
Większość instytucji finansowych liczy, że w ostatnich miesiącach roku przyjdzie ożywienie wynikające z tego, że Polacy będą chcieli wykorzystać 19-proc. zwolnienie z podatku od zysków kapitałowych przysługujące na tegoroczne wpłaty, które nie mogą przekraczać 3635 zł.
Czołówka się umacnia
Liderem rynku pod względem liczby nowych umów podpisanych w tym roku jest Pioneer Pekao TFI. Sporą ich liczbę mają także: grupa PZU (PZU Życie i TFI PZU), PKO BP oraz ING Nationale-Nederlanden. W sumie licząc od startu IKE we wrześniu ub.r., liderem pod względem liczby umów jest ING NN, kolejną pozycję zajmuje Pioneer Pekao TFI oraz grupa PZU. Największą popularnością cieszą się IKE oferowane przez ubezpieczycieli i następnie przez towarzystwa funduszy inwestycyjnych. Mimo jednak, że ubezpieczyciele mają 2,5-krotnie więcej klientów niż TFI, aktywa zgromadzone na IKE przez nich prowadzonych są bliskie środkom zgromadzonym w TFI. Oznacza to, że klienci tych ostatnich instytucji wpłacają wyższe kwoty na konta niż klienci towarzystw ubezpieczeniowych.
W tym roku z IKE coraz lepiej radzą sobie także banki. Widać to wyraźnie po wynikach osiągniętych przez PKO BP, Bank Millennium czy BGŻ.
Większość instytucji finansowych nie zauważa jeszcze, by klienci zrywali umowy. Widoczne jest tylko jedno ciekawe zjawisko, które dotyka głównie banki oferujące konta, np. Bank BPH. Polega ono na tym, że osoba zamyka konto w pracowniczym programie emerytalnym założonym przez pracodawcę, przenosi środki do IKE w formie lokaty bankowej i po krótkim czasie wypłaca całą kwotę. Nie zraża jej ani opłata karna nakładana przez instytucję zarządzającą IKE za wypłatę środków w pierwszym roku oszczędzania, ani inna ustawowa opłata karna za takie postępowanie (równowartość 30 proc. wartości kwoty wpłaconej do PPE i IKE od 1 czerwca ub.r.).
Nie będzie lepiej
Poza grupą PZU żadna inna instytucja nie prowadzi kampanii reklamującej konta. Firmy finansowe twierdzą także, że złą reklamę IKE zrobiły media.
- Produkt jest oferowany klientom przez sieć sprzedaży, ale klienci sami po niego nie sięgają. Z upływem czasu IKE staje się mniej atrakcyjne. Jest to niszowy produkt i takim zapewne pozostanie - uważa Adrian Adamowicz, dyrektor ds. marketingu i sprzedaży w Pioneer Pekao TFI.
Nie tylko brak wsparcia medialnego jest przyczyną fiaska kont. To przede wszystkim brak zachęt podatkowych, czyli ulgi w podatku dochodowym. Ale są także inne powody. Zdaniem specjalistów niepotrzebny jest także roczny limit wpłat na IKE. Gdyby klienci mogli wpłacać wyższe kwoty, IKE stałyby się bardziej rentowne dla firm, które je oferują i być może aktywniej zaczęłyby sprzedawać ten produkt. Szacunki pokazują, że klient, który zgromadzi na koncie minimum 10 tys. zł, dopiero staje się opłacalny dla firmy zarządzającej kontem. Według firmy PPE-Konsultanci, przy istniejącym limicie wpłat na IKE przez pierwsze 2-3 lata firma musi dopłacać do biznesu. Równocześnie może ona zatrzymać klienta u siebie tylko przez rok, później może on bez kosztów zmienić podmiot oferujący konto. Wszyscy są zgodni, że przy obecnym stanie prawnym IKE nie staną się masowym produktem.



