50 proc. ostatniej pensji - tyle wyniesie emerytura z ZUS-u i OFE 65-letniego mężczyzny, który zarabia średnią krajową. Kobiety przechodzące na emeryturę pięć lat wcześniej dostaną jeszcze mniej - zaledwie 36 proc. ostatniego wynagrodzenia. To szacunki Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. - Już dzisiaj należy pomyśleć o dodatkowym zabezpieczeniu finansowym na emeryturę. W przeciwnym wypadku trzeba będzie klepać biedę - przestrzegają ekonomiści. Te przestrogi trafiają jak na razie tylko do co czwartego Polaka.
Jednym z pomysłów na wyższą emeryturę jest indywidualne konto emerytalne (tzw. IKE). - Wkrótce stanie się ono bardzo popularne - mówi "Gazecie" minister pracy Anna Kalata.
IKE to długoterminowa lokata założona w banku, rachunek w biurze maklerskim, jednostki uczestnictwa funduszy inwestycyjnych lub polisa ubezpieczeniowa na życie z funduszem kapitałowym. Wybór należy do przyszłego emeryta. Podstawowa zachęta to zwolnienie podatkowe. Przechodząc na emeryturę, nie zapłaci się od zysków 19 proc. tzw. podatku Belki. Pieniądze można wycofać przed czasem, ale wtedy fiskus upomni się o swoje. Co ważne, w przypadku śmierci właściciela konta zgromadzone oszczędności zwolnione są z podatku od spadku i darowizn.
W jednym roku na IKE można wpłacić maksymalnie 1,5-krotność przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. Nie ma obowiązku dokonywania regularnych wpłat. W tym roku limit wpłat, którego nie przenosi się na lata następne (dlatego warto zdążyć z wpłatą przed sylwestrem), to 3,521 zł.
Jak dowiedziała się "Gazeta", resort pracy planuje zmiany, które już w przyszłym roku mają uatrakcyjnić IKE. - Przede wszystkim znacząco zwiększymy limit wpłat. Na IKE będzie można odkładać aż 4,5-krotność przeciętnego wynagrodzenia. Obecnie to około 11 tys. zł - zapowiada minister pracy Anna Kalata.
Inną zachęta ma być możliwość wcześniejszego wycofania z IKE części odłożonych pieniędzy i zapłacenia tylko od niej podatku Belki.
Instytucje finansowe postulowały też o dodatkowe ulgi podatkowe. W grę wchodziłoby odliczanie wpłat na IKE od dochodu (skorzystaliby na tym zwłaszcza lepiej zarabiający) lub przychodu (na tej uldze skorzystaliby wszyscy jednakowo - niezależnie od osiąganych dochodów). Co na to resort? - Nie chcę na razie podawać szczegółów. Sprawę analizujemy - mówi Kalata.
IKE pojawiły się stosunkowo niedawno, w 2004 r. Rząd liczył, że z tej możliwości skorzysta nawet 2 mln Polaków. Przeliczył się. Na koniec ubiegłego roku IKE miało 400 tys. Polaków. Na koniec października gromadziło w ten sposób pieniądze - ponad 1 mld zł - już 780 tys. osób. Według Kalaty to wciąż zdecydowanie za mało.
Najwięcej IKE prowadzą firmy ubezpieczeniowe, 60-proc. wszystkich. Drugie w kolejności są fundusze inwestycyjne, banki, a na końcu biura maklerskie.


