Lada chwila na emerytury przejdą osoby z powojennego wyżu demograficznego. Tymczasem ZUS już dzisiaj brakuje na wypłaty około 2 mld zł miesięcznie
- Jest źle, a będzie jeszcze gorzej - mówią pracownicy ZUS. Dlaczego? Niekorzystnie zmienia się struktura wiekowa Polaków. - W 2050 r. emerytów będzie dwukrotnie więcej niż dziś. Za to osób pracujących ubędzie o jedną czwartą - przewidują specjaliści ZUS.
Pierwszych poważniejszych kłopotów ZUS można spodziewać już za kilka lat. - Po 2009 roku na emeryturę zaczną przechodzić osoby z powojennego wyżu demograficznego - powiedział "Gazecie" wiceprezes ZUS Ireneusz Fąfara. - Do największej luki między przychodami Funduszu Ubezpieczeń Społecznych a wydatkami dojdzie w latach 2015-2025.
Sytuacja jest poważna. Kilka lat temu, opierając się na rozwiązaniach krajów zachodnich, pod parasolem ZUS utworzono Fundusz Rezerwy Demograficznej. To właśnie na jego barki ma spaść ciężar sfinansowania po 2009 r. niedoborów wynikających z przyczyn demograficznych (tak przewiduje ustawa o systemie ubezpieczeń społecznych). - To będzie raczej niemożliwe - stwierdzają przedstawiciele ZUS. - Znacząco ograniczono docelową wielkość FRD.
Do funduszu trafiają składki płacone przez Polaków na ubezpieczenia społeczne. Początkowo było to 0,1 proc. podstawy wymiaru składki emerytalnej, a potem rosnąć docelowo do 1 proc.czyli ok. 2,3 mld zł rocznie. Ale od początku wobec problemów budżetowych żaden rząd nie zrealizował tych założeń. Dziś do FRD trafia zaledwie 0,2 proc. składki.
- Fundusz miał też otrzymywać część pieniędzy z prywatyzacji. Do tej pory nie wpłynęła jednak z tego tytułu ani złotówka - mówi Józef Blass, profesor i znawca systemów emerytalnych z amerykańskiego Pension Research Institute (był pomysłodawcą utworzenia Funduszu Rezerwy Demograficznej).
Dzisiaj majątek funduszu przekracza 1,7 mld zł i docelowo (do 2009 r.) ma osiągnąć 4 mld zł. Przy rozpoczęciu jego działalności przewidywano kwotę pięciokrotnie wyższą. - To kropla w morzu potrzeb - przekonuje Marcin Sławiński zarządzający funduszem. - Obecnie wypłacamy miesięcznie prawie 6 mld zł emerytur. 58 proc. finansujemy ze składek. Resztę - z dotacji i kredytów. W kolejnych latach potrzeby będą rosły.
Fundusz zarządza pieniędzmi na własną rękę. Niedawno pochwalił się rewelacyjnymi wynikami inwestycyjnymi za ubiegły rok. Portfel akcyjny przyniósł w 2005 r. 34 proc. zysku.
- Fundusz kupuje obligacje, które skarb państwa wykupi po 2008 r. Dokupuje też akcje spółek notowanych na warszawskiej giełdzie. Portfel stanowi odzwierciedlenie głównego indeksu WIG - mówi prof. Blass.
Podkreśla, że fundusz działający przy ZUS może mieć dobre wyniki przy niskim, prawie zerowym koszcie. W przeciwieństwie do prywatnych instytucji finansowych FRD nie pobiera np. opłat za zarządzanie itp.
ZUS kilka lat temu przeprowadził przetarg na fundusze inwestycyjne, które zajęłyby się pomnażaniem odkładanych pieniędzy. Ale wpłynęły tylko trzy oferty wstępne i ani jedna ostateczna.
FRD jest jedynym funduszem celowym ZUS, który może pochwalić się większą gotówką. Z tego powodu nie szuka rozgłosu, bo politycy nie raz już mieli apetyt na pieniądze funduszu i zagospodarowanie ich w inny sposób. Ostatnio pojawiły się pogłoski, że fundusz sfinansuje becikowe.
- Fundusz jest niezbędny i potrzebny dla stabilności systemu emerytalnego, aby uchronić przyszłych emerytów przed niedostatkiem. Jego ewentualna likwidacja byłaby dużym błędem - przestrzega Irena Wóycicka, ekspert z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.


